| POPRZEDNI MECZ |
- ![]() 118 - 103 28-12-2009 |
| LIDERZY DRUŻYNY |
|||
![]() | ![]() | ![]() | |
| LP | DRUŻYNA | W | L | % |
| 1. | Los Angeles Lakers | 29 | 8 | 77.8 |
| 2. | Phoenix Suns | 23 | 14 | 62.2 |
| 3. | Los Angeles Clippers | 17 | 18 | 47.1 |
| 4. | Sacramento Kings | 15 | 21 | 41.7 |
| 5. | Golden State Warriors | 11 | 24 | 31.4 |
Lakers w sezonie 2009/10, czyli jak obroniliśmy tytuł. cz.3 :: 02.07.2010, 11:31 :: badboys2 |
Thunder jak przystało na niedoświadczoną ekipę i brak kilogramów pod koszem nie mieli prawa wygrać ostatecznie serii z Lakers, choć słuszne były obawy kibiców o tę serię, ponieważ atletyzm i szybkość tej drużyny, to były dwa atuty, które nie pozwalały nam spokojnie spać podczas tej serii. Lakers ostatecznie triumfowali, jednak Thunder postawili twarde warunki i to była chyba seria, która pokazała Jeziorowcom jak mają grać aby obronić mistrzostwo. Można spokojnie rzec, że gdyby nie Grzmot, nie byłoby obrony tytułu przez Lakers.Zaczęło się zgodnie z planem. Lakers wygrali 2 spotkania u siebie, w pierwszym meczu zabawa skończyła się już właściwie po 1 kwarcie (27-13 dla Lakers, 7/24 Duranta, świetna defensywa Artesta) zaś w drugim spotkaniu Thunder zdołali wrócić po nieudanej pierwszej kwarcie za sprawą lepiej trafiającego Duranta (12/26) jednak Grzmot nie miał tego dnia żadnej odpowiedzi na Kobego Bryanta, jego 39 punktów i cyrk przeniósł się do Oklahoma City. Przed meczem nr 3, gracze Lakers przestrzegali przed kibicami Thunder, chcieli zagrać tak, by nie pozwolić graczom Grzmotu ich obudzić, włączyć do gry. To udawało się przez prawie 3 kwarty. Lakers do tego momentu utrzymywali niemal 10- punktową przewagę i w hali było cicho jak makiem zasiał. Wystarczyły jednak 2-3 minuty i nagle rozpętało się piekiełko w Oklahoma City. Durant trafił trójke, kolejną dołożył Harden, swoje dodał także Westbrook i zanim Lakers się obejrzeli wracali do domu z wynikiem 2-2 na plecach. W meczu nr 5 Lakers musieli wygrać i zwykle w takich przypadkach wyrgywają. Faktycznie młodzi gracze Thunder nie unieśli ciężaru spotkania i już do przerwy przegrywali 32-55. Zabawa powróciła zatem do Oklahoma City, gdzie miejscowi kibice mieli ponownie wesprzeć swój zespół na tyle by doprowadzić do game 7. Lakers jednak pokazali dlaczego są obrońcami tytułu. Najlepiej zagrali ci najbardziej doświadczeni, czyli Fisher i Bryant, którzy trafiali wielkie rzuty w ataku. Słabszy dzień mieli nasi wysocy, jednak Gasol zrobił swoje choćby 18 zbiórkami w tym spotkaniu. Świetną robotę wykonywał także tego wieczoru Ron Artest, ktyóry zatrzymał Artesta na zaledwie 5 trafionych rzutach z gry (na 23 próby). Lakers nie wygraliby jednak tego spotkania gdyby nie defensywa oraz Pau Gasol. Jeszcze na 2.30 przed końcem spotkania Lakers przegrywali 94-91 i zanosiło się na to, że jednak seria zostanie przeciągnięta do 7 spotkań jednak wtedy Kobe trafił kolejny nieprawdopodobny rzut z lewego skrzydła, i zmniejszył straty do 1 punktu. W następnych akcjach Lakers powstrzymywali kolejne ofensywne akcje Thunder dzięki czemu Kobe na 11 sekund przed końcem meczu miał piłkę w rekach i mógł przesądzić losy spotkania i serii. Zdecydował się na wejście z prawej strony i rzut z półdystansu z odejścia. Piłka niemal wypadła z obręczy, odbiła się od tablicy i kiedy fani Thunder już chcieli wyskoczyć w szale radości, do piłki dopadł... Pau Gasol, który dobił rzut Kobego i wprowadził Lakers do drugiej rundy. W odpowiedzi rzutu rozpaczy nie trafił Russel Westbrook i Lakers mogli cieszyć się z przejścia pierwszego rywala. Defensywa Artesta na Durancie Dlaczego wcześniej pisałem, że ta seria była kluczowa z perspektywy obrony mistrzostwa? Ponieważ Thunder zagrali defensywę, której Lakers nie widzieli później aż do Finałów NBA. Wjazdy naszych zawodników często kończyły się faulami ofensywnymi na świetnie ustawionych graczach Thunder. Większość rzutów była kontestowana i właściwie niuanse zadecydowały o tym, że ta seria potoczyła się tak jak się potoczyła. Wpływ tej serii widać było świetnie w serii z drugim przeciwnikiem Lakers – Utah Jazz. Jazzmani dość niespodziewanie wyeliminowali Denver Nuggets jednak jak się spodziewałem, byli dużo łatwiejszym rywalem, ponieważ w swoim składzie nie dysponowali tak atletycznymi graczami jak Thunder, którzy byliby w stanie nie tylko blokować rzuty naszych zawodników ale i nie dopuszczać do wjazdów. Jedynym zmartwieniem było zdrowie Andrew Bynuma, który w meczu nr 5 doznał odnowienia się urazu i wymagał kolejnej interwencji lekarzy, którzy po serii z Thunder ściągali mu wodę z kolana. W tym momencie po raz kolejny w tym sezonie, zacząłem mocno wątpić w możliwość obrony tytułu przez nasz zespół. Ta seria z Thunder była drogą przez mękę także dla Kobego Bryanta, który dopiero w ostatnim spotkaniu serii z OKC odzyskał rytm w graniu. Jazzmani pomogli mu w utrzymaniu tego rytmu, ponieważ odniosło się wrażenie, że Bryant w pierwszym spotkaniu tej serii miał więcej udanych wjazdów pod kosz niż w całej serii z Thunder. Lakers może nie dominowali w tej serii punktowo, jednak Kobe robił swoje rzucając na świetnej ponad 50% skuteczności ponad 30 punktów w każdym meczu. Lakers dominowali na deskach (+23) po 2 pierwszych meczach w tej statystyce, brylował szczególnie Pau Gasol, który ogrywał niższego Carlosa Boozera jak chciał i kiedy chciał (w serii z Jazz: 23,5 ppg, 14,5 rpg, 60% z gry!!!). A jak nie szło Gasolowi, tak jak w kluczowym meczu nr 3, Kobego wsparł nie kto inny jak Derek Fisher, któremu trafianie wielkich rzutów smakuje najlepiej właśnie w Salt Lake City. Nie będę przypominał dlaczego, przypomnę jedynie, że Fish trafił trójkę na 28 sekund przed końcem meczu, dzięki której objęliśmy prowadzenie w meczu 109-108 i którego nie oddaliśmy już do końca spotkania. Derek w tym meczu rzucił 20 punktów i praktycznie odesłał Jazz na wakacje, bo w następnym spotkaniu Lakers już do przerwy prowadzili 17 punktami i choć Jazzmani zbliżyli się jeszcze w 3. kwarcie na 6 punktów, sprawy w swoje ręce wzięli Kobe i Pau (65 punktów tego duetu) 6 punktów na początku 4 kwarty dorzucił Fisher i Lakers mogli świętować trzeci pod rząd awans do Finałów Konferencji. Ponownie wrócił jednak temat Andrew Bynuma, który po 2 niezłych spotkaniach, znowu narzekał na kolano i drużyna wygrywała w Salt Lake City praktycznie bez jego udziału. Wrócę jeszcze na chwilę do meczu numer 3. Gracze i trenerzy Lakers przed tym spotkaniem, powtarzali by nie popełnić tego samego błędu co w Oklahoma City, czyli nie dać wejść w mecz Jazzmanom i wygrać to spotkanie. Mieli rację, ponieważ mecz numer 3 odwrócił losy serii i Lakers potrzebowali aż 6 spotkań by uporać się z Grzmotem, tymczasem tutaj udało im się odnieść zwycięstwo w meczu numer 3 (trójki Kobego i Fisha!) i dzięki temu seria trwała tylko 4 spotkania. W Finałach Konferencji na Lakers czekali już Phoenix Suns, którzy równie gładko jak my po Jazz, przejechali się po San Antonio Spurs. Słońca były wielkim objawieniem tych Playoffs, nie wisiał nad nimi żaden przymus. Mogli grać na luzie, oni mogli, a my musieliśmy i to w połączeniu z najlepszą ławką rezerwowych Suns mogło dać ostatecznie zwycięstwo w tej konfrontacji. Na nasze szczęście Słońca to słabo broniąca drużyna, która wyzwanie stanowiła jedynie w defensywie. Do czasu... No właśnie, bo dopóki, Alvin Gentry nie wprowadził usprawnień w defensywie i nie przeszedł na krycie strefą, seria nie miała historii i nie potrzebne było nawet wsparcie Bynuma. Lakers bez większych problemów wygrali dwa pierwsze spotkania, w pierwszym katem Słońc był Kobe rzucając 41 punktów zaś w drugim reszta zawodników, która po podaniach Kobego (13 asyst) trafiała kolejne rzuty. Wiadomo było, że w ten sposób seria skończy się najdalej w 5 spotkaniach, dlatego wprowadzono szybko strefę. W meczu numer 3, pomimo strefy Lakers przez 3,5 kwarty trzymali się w grze i byli na dobrej dordze powtórzenia wyczynu z g3 w Salt Lake City, jednak w pewnym momencie stanęli i Suns wykorzystali to niemiłosiernie. Nie do powstrzymania był tego dnia duet Amare i J-Rich, który rzucił ponad 60 punktów w tym meczu. W meczy numer 4 po stronie Słońc eksplodowała wreszcie ławka rezerwowych, która zmiażdżyła nie tylko ławkowiczów Lakers ale i starterów. Seria powróciła do LA przy stanie 2-2 i mecz nr 5 miał zadecydować o losach serii. To było najlepsze spotkanie tej serii. Tradycyjnie jak na takie warunki przystało wielki mecz rozegrał Derek Fisher, który samodzielnie wyprowadził Lakers na prowadzenie w 1 kwarcie. Niemal przez całe spotkanie dzięki świetnej grze Fisha i Kobego, wspieranych przez Gasola, Lakers utrzymywali kilku punktowe prowadzenie i gdy zanosiło sięna to, że w defensywnym stylu dowiązą zwycięstwo (101-96 na 80 sekund przed końcem meczu) Suns zerwali się po raz ostatni, Nash trafił za 2 a Lakers nie byli w stanie zapunktować. Głupią akcją popisał się Ron Artest, który najpierw spudłował rzut z półdystansu, a kiedy piłkę zebrał Gasol i ta trafiła do Rona, ten zamiast zagraćnową 24- sekundową akcję postanowił rzucić z czystej pozycji za 3. Oczywiście nie trafił i gdy w odpowiedzi trójkę trafił Jason Richardson doprowadzając do remisu na 3,5 sekundy przed końcem, zanosiło się na to, że Artest może naprawdę przegrać sezon dla Lakers. Wszystkie swoje winy odkupił na szczęście w ostatniej akcji meczu, kiedy to zebrał piłkę po niecelnym rzucie Kobego i równo z końcową syreną umieścił piłkę w koszu po dość ekwilibrystycznym rzucie. To był zaledwie drugi celny rzut Artesta (na 9 prób) w tym meczu i tak Ron stał się bohaterem Los Angeles po tym jak jeszcze chwilę wcześniej wszyscy, łącznie z Philem Jacksonem, mieli ochotę go powiesić za to co zrobił. Jak zwykle bywa w takich przypadkach, Suns po tak przegranym meczu nie wrócili już do gry w meczu nr 6. Lakers natomiast byli bardzo podbudowani, w szczególności Ron Artest bo tego dnia trafiał rzuty, których trafić nie powinien. To za sprawą Artesta (25 punktów w meczu, 17 w 1. połowie) Lakers prowadzili do przerwy 12 punktami i byli na dobrej dordze by zakończyć serię w Phoenix. Dzieła zniszczenia dokonał Kobe Bryant (24 punkty w 2. połowie, 37 w całym spotkaniu) i Lakers po raz trzeci z rzędu wygrali Konferencję Zachodnią. Lakers Playoffs 2010 highlights Wielkiego świętowania jednak nie było, ponieważ w Finałach NBA czekali już na podopiecznych Phila Jacksona Boston Celtics. Nightmare matchup. Celtów nikt nie spodziewał się w Finałach NBA. Odesłali wcześniej z kwitkiem w wielkim stylu Cleveland Cavaliers oraz Orlando Magic. W tych seriach Celtics pokazali defensywę, której nie grali nawet w 2008 roku i wyglądało na to, że nie stoją na straconej pozycji, pomimo braku przewagi parkietu. Na dodatek wciąż nie wiadomo było czy Andrew Bynum będzie w stanie dograć do końca Finałów i to było kluczowym zagadnieniem przed pierwszym spotkaniem tych dwóch utytułowanych drużyn. O finałach nie chcę się już tak dokładnie rozpisywać, ponieważ całkiem niedawno było to wałkowane. Co z nich zapamiętamy? Game 1: Wielki mecz Kobego (30), swoje zrobił także Gasol 23-14, który zagrał twardo przeciwko Kevinowi Garnettowi i Ron Artest, który trafiał te rzuty, które powinien – 15 punktów, 3/5 za 3) wygrana Lakers 102-89 Game 2: Rekord Raya Allena (8/11 za 3) 103-94 dla Celtics Game 3: Kobe 29 punktów (10/29 z gry), powrót Kevina Garnetta 25 punktów oraz kluczowy Derek Fisher, 16 punktów w tym and1 dający zwycięstwo Lakers 91-84 Game 4: Wielki Kobe (33 punkty) ale jeszcze więksi rezerwowi Nate Robinson i Glen Davis dający zwycięstwo Celtics 96-89 Game 5: Ponownie wielki Kobe (38 punktów), seria punktów w 3 kwarcie, brak wsparcia reszty, wygrana Celtics 92-84 Game 6: Prawdopodobnie nbajlepsze spotkanie Lakers w tych Playoffs, świetna defensywa niezły atak drużynowy, kontuzja Kendricka Perkinsa. Wygrana Lakers 89-67 Game 7: Wygrana Lakers 83-79, odrobienie 11 i 13 punktów straty, wielki mecz Rona Artesta (20 punktów, kluczowa trójka) i Pau Gasola (19-18), 8/24 Kobego ale i 23 punkty z jego strony plus 15 zbiórek, kluczowa trójka Fisha + niemoc strzelecka Celtics. Obrona mistrzostwa. NBA Finals highlights W ten oto sposób obroniliśmy mistrzostwo NBA, które dla Nas będzie zawsze czymś więcej niż tylko kolejnym mistrzostwem. To smakuje wyjątkowo... |
|
|
| INFORMACJA |
| Dodaj swój komentarz do tego newsa. [skomentuj] |
| Dierde 02.07.2010, 12:04 |
| Fajne teksty w twoim wykonaniu badboys ;) milo jest powspominac ta serie z Celtics. (ogolnie te PO oczywiscie tez) pozdro ! |
| Lysthor 02.07.2010, 13:12 |
| Znowu się łezka w oku kręci. :D Super. xD |
| mucha8 02.07.2010, 17:20 |
| "Świetną robotę wykonywał także tego wieczoru Ron Artest, ktyóry zatrzymał Artesta na zaledwie 5 trafionych rzutach z gry (na 23 próby). " ;D;D rozumiem że to tak na rozweselenie nas ;pp brawa za robotę!!! Pozdrawiam |
| Tyrion 02.07.2010, 18:53 |
| bb2- a będzie można ten tekst w całości zobaczyć na ZP-1 tak jak w zeszłym roku? fajnie byłoby poczytać komentarze haterów :) |
| lol 02.07.2010, 20:41 |
| zdaje mi siE ,ze było too tak dawno temu.... LAKERS!!!!!!!!!!! kOCHANI jeziorowcy *33333333333333333333 Kochammmm ich Kcccccc |
| Dierde 03.07.2010, 00:49 |
| Przed 6 minutami pojawilo sie info na stronie zawszepopierwsze ze Steve Blake nowym rozgrywajacym Lakers. Pewnie niedlugo to info bedzie na naszej stronie ale ciekawe czy na 100% jest to prawda. ;D |
| Świeżak 06.07.2010, 23:59 |
| "Na nasze szczęście Słońca to słabo broniąca drużyna, która wyzwanie stanowiła jedynie w defensywie." O której ty to pisałeś ;). |