Aktualności


Lakers 106 - Timberwolves 101
2012-01-30 08:51:00 | autor: daniel | Komentarze [6]

Los Angeles Lakers wygrali z Minnesotą Timbwerwolves 106-101, odnosząc swoje drugie zwycięstwo na wyjeździe w tym sezonie. Styl, w jaki to uczynili ponownie pozostawiał jednak wiele do życzenia. Mimo prowadzenia różnicą 18 punktów, Lakers pozwolili gospodarzom na zniwelowanie strat do zaledwie jednego punktu na 3 minuty przed końcem meczu. W ten sposób, para Kobe Bryant i Pau Gasol, która była motorem napędowym ofensywy Lakers w tym spotkaniu, musiała grać po 41 minut. To tyle jeśli chodzi o zapowiedzi trenera Mike'a Browna o skróceniu czasu gry swoich liderów.

To wszystko zepsuło najlepszą w tym sezonie prezencję Lakers w ofensywie. W końcu udało im się przekroczyć granicę 100 punktów w meczu, po tym jak w 13 ostatnich nie potrafili tego dokonać, co stało się zarazem najdłuższą tego typu serią w całej historii zespołu, nie licząc czasów przed wprowadzeniem czasu na oddanie rzutów, tj. przed rokiem 1954. Do tego trio Kobe Bryant, Pau Gasol, Andrew Bynum było skuteczne jak nigdy, zdobywając 84 punkty na skuteczności bliskiej 57%, a cały zespół trafił 50,6% rzutów z gry i do tego 8 z 19 trójek (42,1%).

Doprawdy ze świecą szukać takiego spotkania, w którym cała wielka trójka Lakers stanowiła takie zagrożenie na atakowanej tablicy. Znakomicie w mecz wszedł Hiszpan Pau Gasol, który w pierwszej kwarcie był jedynym graczem Lakers, który wyglądał jakby zjadł tego dnia śniadanie. Zdobył w niej 14 punktów z 22 całej drużyny, trafiając raz po raz, przeciwko bezradnemu Kevinowi Love. W drugiej kwarcie dodał już tylko 2 oczka, ale przebudził się znowu w ostatnich dwunastu minutach meczu, zdobywając 8 punktów. Całe spotkanie zakończył z dorobkiem 28 oczek, trafiając 11 z 15 rzutów z gry (miła odmiana po ostatnim meczu – 33,3% przyp.) i wszystkie 6 rzutów wolnych. Konto Gasola obarcza jednak tylko 6 zbiórek, i pozwolenie wspomnianemu wcześniej Love na zdobycie 33 punktów.

Kiedy nie punktował Gasol, robił to Bryant. W pierwszej kwarcie był jeszcze cichy (5 punktów), w drugiej się już powoli przebudzał, żeby zagrać fenomenalnie w drugiej połowie meczu, w samej trzeciej kwarcie trafiając chociażby czterokrotnie za trzy punkty. W całym meczu zdobył 35 punktów, przekraczając granicę 30 punktów po raz dziesiąty w tym sezonie. Do tego zebrał 14 piłek, będąc pod tym względem najlepszym graczem na placu gry, na którym przebywali przecież Kevin Love i Andrew Bynum, czyli odpowiednio, drugi i trzeci najlepszy zbierający w lidze w tym sezonie. „Nie wiem czy jest najlepszym graczem czy nie, ale w ostatnich kwartach na pewno. Może tacy gracze jak LeBron James czy Derrick Rose mogą być lepsi na przestrzeni 48 minut meczu, ale w końcówkach on jest najlepszy.” – powiedział o grze Kobego, rozgrywający Timbwerwolves Ricky Rubio.

Nieco w cieniu Bryanta i Gasola grał Andrew Bynum, który w przeciwieństwie do swoich kolegów nie zaliczył żadnej fenomenalnej kwarty, ale był za to równie skuteczny przez cały mecz. W ten sposób dodał do dorobku swojej drużyny 21 punktów (8/14 z gry), ale podobnie, jak i Gasol, nie spisał się najlepiej w zastawianiu obręczy po niecelnych rzutach. Bynum zebrał tylko 7 piłek, co walnie przyczyniło się do przegrania przez Lakers walki na tablicach wynikiem 41-52. Timbwerwolves wręcz zdominowali pod tym względem Jeziorowców, gdyż na atakowanej tablicy zanotowali miażdżące 24 zbiórki (przy 7 ze strony Lakers), co w konsekwencji doprowadziło do zdobycia przez nich 32 punktów drugiej szansy.

Wolves dominowali również w punktach z kontry (16-0), czy ilości wymuszonych strat, względem popełnionych przez siebie (12-4), ale trafiali tylko 38% rzutów z gry i nie potrafili znaleźć odpowiedzi na trio Lakers, a zwłaszcza na Kobego. „Nie potrafiliśmy go zatrzymać, bez względu na to, co robił. Był maszyną do zdobywania punktów w ostatniej kwarcie.” – powiedział o jego występie Rubio.

Po raz pierwszy w tym sezonie w pierwszej piątce zagrał Metta World Peace, ale nie rozegrał najlepszych zawodów i wątpliwe, żeby na dłużej wygryzł z niej Matta Barnesa. W drugiej kwarcie niezłą energię z ławki wprowadzili Andrew Goudelock (7 punktów) i Troy Murphy (6 punktów, 4 zbiórki), ale w drugiej połowie meczu, na parkiecie przebywał już praktycznie tylko pierwszy garnitur Lakers i nie mieli szansy na poprawienie swoich dokonań.

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Komentarze [6]

mucha8 | 2012-01-30 10:11:29

powiem tak: NIESTETY WIN !!!
Za takie coś co oni odwalili powinniśmy ten mecz przegrać! ;))

sasuke | 2012-01-30 12:53:43

1. Gasol wkońcu na swoim poziomie, Bynum też
2. Goudelock powinien dostawać wiecej szans.
3. Nie mamy żadnego dobrego C na ławce
4. bardziej niz PF lub PG potrzenby jest dobry SF bo Metta juz chyba nigdy na przyzwoitym poziomie nie zagra

bynum | 2012-01-30 15:13:43

http://games.espn.go.com/nba/tradeMachine?tradeId=4fkw44h

luki123 | 2012-01-30 15:29:11

Wszystko dobrze oprocz stylu gry.
Wazne ze jest 8. miejsce na Zachodzie narazie a najblizsze mecze beda latwiejsze Charlotte Bobcast sa do pokonania, ale nie z taka gra chyba ze Guadelock'a do "5" wpusci albo jako SIXTHMANA Mike Brown. A co do tego Trade wyżej co jest to : Szkoda BYNUMA JAK NIC, TO GASOL JEST CORAZ SLABSZY ALE Z DRUGIEJ STRONY dwoch CENTROW JEST NAM NIE POTRZEBNCYH NA TAKIM POZIOMIE SKORo PAU TEZ TAM MOZE ZAGRAc A jak GASOLA DO MAGIC oddamy to dopiero nikogo na PF nie bedzie bo mcroberts to jeszvze nie ta klasa

kismeth | 2012-01-30 16:38:05

Kuptchak to powinien wyleciec za takie czekanie z transferami, chyba z mi tu Howarda+ Derona Wiliamsa sprowadzi po NBA ALL STAR GAME albo zamiast wiliamsa to Duranta

Lukas | 2012-01-30 21:35:01

Nie sądzę żeby DH był w LAL jakoś wybitnie potrzebny, z kolei uważam, że puszczenie Lamara było sporym błędem. O Durancie zapomnij. Bynum na C radzi sobie bardzo dobrze, szukałbym raczej na PF dobrego zawodnika no i tradycyjną dziurę po Philu czy jakiegoś sensownego i jednocześnie młodego PG.