Aktualności


Bobcats 73 - Lakers 106
2012-02-01 08:48:00 | autor: daniel | Komentarze [8]

Kiedy Lakers przychodzi grać z Charlotte Bobcats, zazwyczaj oznacza to kłopoty. Zespół z Północnej Karoliny jest bowiem zaledwie jedną z dwóch drużyn w NBA, które mają dodatni bilans przeciwko Jeziorowcom. Wynik 6-8 (teraz już 7-8) na niekorzyść Lakers, nie jest nawet bliski ich historycznemu bilansowi przeciwko Boston Celtics (121-153), ale w ostatnich latach fani Lakers przyzwyczaili się do tego, że z Bobcats gra się ich ulubieńcom wyjątkowo niewygodnie.

Jeszcze trzy sezony temu Bobcats grali w Playoffs, ale w chwili obecnej zaliczają najgorszy start sezonu (3-19) w swojej ośmioletniej historii i jedyne o co walczą, to o jak najwyższe szanse w loterii draftowej. Tym razem koszykarze Lakers nie pozostawili żadnych złudzeń, kto jest lepszym zespołem i odnieśli najwyższe zwycięstwo w bieżących rozgrywkach 106-73. Był to dla Lakers ostatni mecz na własnym parkiecie przed najdłuższą w tym sezonie serią sześciu spotkań wyjazdowych. Przystąpią do niej z ogólnym bilansem 13 zwycięstw i 9 porażek, co daje im w tej chwili szóste miejsce w Konferencji Zachodniej, ale na wyjazdach wygrali zaledwie 2 razy na 9 rozegranych spotkań.

Mecz z Bobcats był więc świetną okazją do odpoczynku dla graczy pierwszej piątki, która w ostatnich tygodniach była mocno eksploatowana i podopieczni Mike'a Browna wykonali to zadanie  wzorcowo. Dzięki dużej przewadze nad gośćmi z Charlotte, Kobe Bryant zmuszony był grać przez zaledwie 28 minut, co stanowi jego najkrótszy występ w tym sezonie i miłą odmianę po tym jak w ostatnich trzynastu meczach grał średnio ponad 40 minut na mecz. Najkrótszy wymiar gry w sezonie przypadł również w udziale Pau Gasolowi, który zagrał z kolei przez 29 minut. Zarówno Kobe i Gasol nie schodzili nawet na chwilę na ławkę rezerwowych w drugich połowach dwóch poprzednich spotkaniach przeciwko Milwaukee Bucks i Minnesocie Timbwerwolves.

To wszystko było możliwe dzięki najlepszej w tym sezonie dyspozycji ławki rezerwowych Lakers, która zdobyła łącznie 48 punktów, z czego aż trzech graczy przekroczyło granicę 10 oczek.   Jedynym zawodnikiem, który nie wpisał się na listę strzelców był tylko Luke Walton.

Jeziorowcy dominowali w tym spotkaniu właściwie od samego początku do końca spotkania. Po uzyskanym przez Bobcats prowadzeniu 2-0, Lakers przejęli pałeczkę i nie oddali go już do samego końca, prowadząc w szczytowym momencie nawet 35 punktami. Pierwszą kwartę gospodarze zamknęli wynikiem 30-18, a tyle samo punktów co Bobcats zdobył w tej części spotkania w pojedynkę Kobe Bryant. W drugiej kwarcie rolę głównego dostarczyciela punktów przejął na swoje barki Andrew Bynum, zdobywając w niej 10 punktów, a Lakers ponownie wygrali 30-18, dzięki czemu przed przerwą prowadzili już różnicą 24 punktów.

Obraz dominacji Lakers zmąciła jednak nieco trzecia kwarta, przez której większość nie potrafili oni odnaleźć drogi do kosza i podopiecznym Paula Silasa udało się zmniejszyć bilans do 13 oczek. To były jednak ostatnie ich podrygi w tym meczu i przed czwartą kwartą tracili do Lakers nadal 15 punktów. Stanowi to przewagę, którą spokojnie można odrobić w 12 minut, co niejednokrotnie miało miejsce na parkietach NBA, ale Bobcats nie mieli tego wieczoru żadnych argumentów po swojej stronie by tego dokonać. Lakers mieli za to świetnie dysponowanych strzelecko rezerwowych, którzy w ostatniej kwarcie urządzili sobie istny konkurs rzutów za trzy punkty. Troy Murphy, Jason Kapono, Andrew Goudelock i Matt Barnes trafili w tej części meczu 7 z 11 trójek i tym samym kompletnie odebrali rywalom chęć do walki. Bobcats rzutem na taśmę udało się przekroczyć próg 70 punktów.

„Nie podoba mi się w jaki sposób graliśmy w trzeciej kwarcie i jak pozwoliliśmy im wrócić do gry. Ale podobała mi się za to ostatnia kwarta i gra naszej ławki. Proste zagrania, dużo podań, znajdowanie wolnych strzelców. Dzięki temu wszystko ułożyło się po naszej myśli.” – powiedział po meczu Pau Gasol, który zdobył 10 punktów i zebrał 9 piłek.

Najskuteczniejszym graczem w szeregach Lakers był Kobe Bryant, który do swoich 18 punktów z pierwszej kwarty dołożył jeszcze sześć oczek. W drugiej połowie meczu Kobe nie punktował już wcale, ale grał też tylko przez kilka minut. Trudno jednak będzie mu zaliczyć ten mecz do udanych gdyż spudłował aż 9 z 11 prób trzypunktowych, czym fatalnie zepsuł i tak bardzo dobrą (46,2%) skuteczność całego zespołu w rzutach za trzy. Do tego tylko 3 zbiórki, 1 asysta i 4 straty. Nie był to najlepszy występ w jego wykonaniu, ale na szczęście dla jego drużyny, nie niosło to za sobą żadnych reperkusji na końcowy wynik spotkania, gdyż tak dobrze dysponowana była ławka rezerwowych Lakers. „Grali znakomicie. Ale to jest ich zadaniem. A jeśli się z niego nie wywiązują, to ja muszę grać, Pau musi grać, Andrew musi grać i w konsekwencji wszyscy gramy przez całą drugą połowę.” – powiedział o występie swoich kolegów Kobe.

Andrew Bynum dodał 12 w tym sezonie double-double w postaci 20 punktów i 11 zbiórek. Tradycyjnie 24-letni środkowy miał pewne problemy gdy rywale go podwajali w obronie, ale gdy już udało mu się wypracować sobie pozycję, był niemal bezbłędny trafiając 8 z 11 rzutów z gry i wszystkie cztery rzuty wolne. Wśród rezerwowych najlepiej wypadli Troy Murphy (12 punktów, 6 zbiórek, 4 asysty), debiutant Andrew Goudelock (12 punktów, 3 zbiórki, 3 asysty) oraz Matt Barnes (10 punktów, 5 zbiórek, 3 asysty, 3 bloki). „Mamy wieli świetnych strzelców w zespole, a zwłaszcza wśród rezerwowych. Możemy rozciągać grę dzięki takim graczom jak Troy Murphy i Jason Kapono i rywale nie mogą podwajać Andrew Bynuma, bo jak to zrobią, skarcimy ich.” – powiedział jeden z bohaterów tego meczu, Andrew Goudelock.

W superlatywach o młodym Goudelocku wypowiadał się Kobe Bryanta, chrzcząc go mianem „Mini Mamby”. „To wielki komplement. Zwłaszcza z ust prawdziwego Mamby.” – zripostował Goudelock.

Przed Lakers teraz seria sześciu spotkań wyjazdowych, w których zmierzą się kolejno z: Denver Nuggets, Utah Jazz, Philadelphią 76ers, Boston Celtics, New York Knicks i Toronto Raptors. Czterej pierwsi rywale mają dodatni bilans spotkań, co będzie dużym wyzwaniem dla mających wielkie problemy na wyjazdach Jeziorowców. Pierwszy mecz z Nuggets jednak dopiero 3 lutego, więc Mike Brown ma jeszcze trochę czasu by odpowiednio przygotować zespół na tę ciężką wyprawę.

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Komentarze [8]

jerzyna898 | 2012-02-01 09:53:45

Goudelock. Beda z niego ludzie.
Ławka wkońcu zaskoczyła, nie wiem czemu, bo rywal do najłatwiejszych niby nie nalezal na papierze ale niespodziewałem się takiego zwycięstwo. Go Lakers!

bynum | 2012-02-01 10:03:46

Nie wiem czym się tak podniecać, ani my ani Bobcats to nie zespoł na Play-Off
Taki mecz to sobie z Wizards mozna zagrac, ale nawet w ew. finale Konferencji dajmy na to vs. Clippers to cięzko będzie. Bo Spurs nic nie graja narazie, a Oklahoma znowu presji nie wytrzyma bo zespol maja mlody

jerzyna898 | 2012-02-01 10:06:52

@ Bynum
Ty to jakieś inne myślenie masz :) Mamy 1 LUTY a nie 26 KWIECIEŃ. Nie ma co wniosków wyciągać, ale taka ławka to uwierz mi może powalczyć z każdym, bo jak sam Kobe tylko grał ostatnio to batów nie dostawaliśmy

sasuke | 2012-02-01 11:19:53

Świetny mecz w wykonaniu Guadelock'a. Walton jak na swoje 3 minuty zagrał zbyt pasywnie

natal21 | 2012-02-01 11:37:57

W 3Q myslalem ze znowu bedzie nerwowka i dadza sobie wydrzec zwyciestwo

azloe | 2012-02-01 11:41:42

Chyba znowu uwierzyłem w mistrzostwo :) Gasol już 2. mecz z rzędu zagrał na swoim dawnym poziomie. A Kobe jak by cały mecz grał jak pierwszą kwartę to pewnie by rzucił więcej niż z Toronto parę lat temu

azloe | 2012-02-01 11:46:04

a .... i te trójki seryjnie trafiane załatwiły sprawe. Backcourt rywali nie istniał :D

kismeth | 2012-02-01 13:24:28

Piękny mecz, 13-9 to juz nizly bilans sie wyrabia