Aktualności


Jack Nicholson: Forever Lakers Fan
2012-02-22 19:23:00 | autor: | Komentarze [3]

Tagi: jack nicholson

Jacka Nicholsona nikomu przedstawiać nie trzeba. Nie mówię tu o jednym z największych i najważniejszych aktorów w historii kina, wielokrotnie honorowanym licznymi nagrodami m.in. 7 Złotymi Globami czy 3 Oskarami w każdej z ostatnich 5 dekad. Mam na myśli człowieka w Los Angeles rozpoznawanego jako Mr. Laker, wielkiego fana miejscowych Lakers, pełnego niegasnącej werwy entuzjastę amerykańskiej koszykówki, natchnionego znawcę i wytrawnego konesera gry.

Kiedy myślisz o Los Angeles Lakers to pierwsze na myśl przychodzą wielkie nazwiska zawodników, takich jak Jerry West, Wilt Chamberlain, Magic Johnson, Kareem Abdul-Jabbar, Shaquille O’Neal czy Kobe Bryant. Ale pod wieloma względami, pośród tych skojarzeń, należy się tu miejsce również Jackowi Nicholsonowi. Ta największa pod wieloma względami drużyna sportowa z Kalifornii ma wielu fanów pośród gwiazd amerykańskiego showbiznesu, takich jak Denzel Washington, Leonardo DiCaprio, członkowie grupy Red Hot Chilli Peppers, Andy Garcia, Ice Cube czy Dyan Cannon. Ale tylko jednego tak charyzmatycznego, zaangażowanego w każde spotkanie i bezceremonialnego w wyrażaniu wielkich emocji, jakie bardzo często towarzyszą mu „na” i „przy boisku”, zupełnie wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju Jacka Nicholsona.

Jego przygoda z koszykówką swój zaczątek miała jeszcze w szkole średniej. Wieloletni dobry przyjaciel Nicholsona i legendarny środkowy Lakers, Kareem Abdul-Jabbar, udzielając kiedyś wywiadu, powiedział: „To, czego ludzie nie wiedzą o Jacku to fakt, że grał jako point guard w szkole średniej. Koszykówka była jedyną rzeczą, którą lubił i dla której żył. Kiedy tylko mógł, na boisku wyładowywał cały ładunek, który w sobie nosił. On kocha tę grę. Spędzał na sali treningowej każdy dzień. W koszykówkę grał 12 miesięcy w roku.”

Po maturze, z rodzinnego New Jersey, Nicholson udał się do Los Angeles, gdzie zatrudnił się jako goniec w wytwórni filmów MGM. Jako aktor zadebiutował mając 21 lat w filmie „The Cry Baby Killer”, natomiast nakręcony w 1969 r. „Easy Rider”, za którego otrzymał pierwsze nominacje do Oskara i Złotego Globu, okazał się przełomowym momentem w jego karierze. Od tego filmu sława Nicholsona już tylko rosła. Prężnie rozwijające się ścieżka aktorska nie przesłaniała mu chęci do rozwijania innych pasji, takich jak NBA. Powszechnie znanym faktem jest to, że niejednokrotnie reżyserzy, u których grywał Nicholson, zmuszeni byli harmonogram zdjęć filmowych ustalać w oparciu o kalendarz rozgrywek w Staples Center czy wcześniej Great Western Forum. Podobno w 2006 roku, na wyraźne życzenie Nicholsona z planu zdjęciowego oskarowej „Infiltracji” Martina Scorsese, której akcja rozgrywa się w Bostonie, usunięto wszelkie znaki i atrybuty tamtejszych Celtów. Czy jest to prawda – do końca nie wiadomo, ale trudno jest nie przytaknąć tej pogłosce z kilku powodów. Po pierwsze: gwiazdor od wielu lat jest niezmiennym elementem wielkoformatowej, koszykarskiej rozrywki, prawdziwym symbolem wierności i oddania Lakers. Drugie to fakt, że rywalizacja Lakers-Celtics na parkietach NBA ma bardzo długą i prawdziwie emocjonującą historię, obydwa zespoły w finałach spotykały się aż 12 razy. Ostatnie, to jakby spoiwo dla powyższych dwóch, ale i jakby lont zapalny dla całości, czyli znany pewnie każdemu temperament Nicholsona, który nie raz w całej swojej okazałości prezentował na wielkim ekranie. Towarzyszy Lakers niezależnie od tego, czy są to tłuste w sukcesy lata gdy jego Lakers zdobywają mistrzostwo, czy kończą sezon nie dostając się nawet do rozgrywek fazy Payoffs. Jack uczestniczy również w spotkaniach wyjazdowych, ale już nie tak często jak miał w zwyczaju kiedyś.

Jest fanem Lakers od lat 60-tych. W 1970 roku kupił swój pierwszy karnet sezonowy, który konsekwentnie odnawia co rok. Kibicuje Lakersom od czasów Jerrego Westa i Wilta Chamberlaina, którzy dowodzili zespołem w latach 60 i 70-tych. Trwał przy boku swej drużyny w czasach kilkuletniego mistrzowskiego przestoju przypadającego na połowę lat 70. Lata 80-te to wielki powrót chwały Lakers, prowadzonych przez Magica Johnsona i Kareema Abdul-Jabbara. Były one okresem bardzo sprzyjającym rozwojowi niemal fanatycznego kultu drużyny, także niezapomnianym dla dobrego przyjaciela aktora, Lou Adlera, znanego producenta muzycznego, który zazwyczaj siedzi obok Nicholsona. Mr. Laker przyznał kiedyś, że jego ulubionym wspomnieniem z tamtych lat było oglądanie gry Lakers pod koniec latach 80-tych, kiedy to Magic Johnson pokazywał Vlade Divacowi w jaki sposób poprawnie wyprowadzać szybki atak.

W 1985 roku kiedy Lakers w końcu przełamali swoją niemoc pokonując starych rywali z Bostonu i zdobyli tytuł mistrzowski, Nicholson był wtedy z nimi w Boston Garden. W tamtych pełnych ogromnych emocji, bo związanych z rozgrywkami dniach, fani Celtów umieścili jego podobiznę na koszulkach i opatrzyli hasłem „Hit the Road, Jack”, w nawiązaniu do słynnego utworu Raya Charlesa, często puszczanego na parkietach NBA w końcówkach spotkań, gdy gospodarz jest bliski zwycięstwa. Wydatnie to odzwierciedla jak bardzo już wtedy był on utożsamiany z Lakers. Zostało to uchwycone i umieszczone, razem z innymi scenkami z udziałem Nicholsona, na płycie DVD dotyczącej historii Lakers, wyprodukowanej przez NBA i Warner Home Video. To, czego tam nie ma to chwila, w której Nicholson rzekomo pokazuje pośladki w kierunku bostońskiego tłumu, moment, który prawdopodobnie na zawsze pozostanie pośród komicznych anegdot związanych z dziejami Lakers. „Zapłaciłbym za wstęp po to tylko, żeby to zobaczyć.” – powiedział Stu Lantz, były komentator telewizyjny. „Szczególnie podczas fazy Playoffs, zawsze pojawia się ktoś ubrany ewidentnie jak Jack i stara się go również naśladować. On w pewnym stopniu, staje się głosem wszystkich fanów. Zaczynają patrzeć na Jacka w poszukiwaniu odpowiedniej reakcji.”

Od blisko czterech dekad, jeszcze gdy zespół grał w The Great Western Forum jak i obecnie, w Staples Center, Jack ma swoje stałe miejsce. Znajduje się ono tuż przy linii bocznej boiska, w pierwszym rzędzie, w którym zwyczajowo zasiada grono kalifornijskich celebrytów, wygodnie rozlokowanych w czarno wyściełanych, komfortowych krzesłach. Ale Jack nie jest taki jak większość gwiazd z Hollywood, które zjawiają się na meczach Lakers, tylko po to by zostać tam sfotografowanymi. Pat Riley, były trener Lakers, Rockets, Knicks czy ostatnio Heat, wieloletni przyjaciel Nicholsona, opisywał go słowami: „To prawdziwy fan. Nie jest taki jak inne gwiazdy, które nagle zasiadają w pierwszym rzędzie, po czym znikają po jakimś czasie. Jego pasja do koszykówki Lakers jest autentyczna. On karmi ją od lat.” I rzeczywiście. Oprócz niemal stuprocentowej frekwencji legendarne są już jego wybryki takie jak wkraczanie na boisko i prowadzenie dyskusji z sędziami, obfitującymi w zażartą gestykulację. Nie raz i nie dwa zdarzało mu się krzyczeć na nich prezentując swoje niezadowolenie z podjętej decyzji czy niemal płonąć w swoim fanatycznym oddaniu, używając do tego zupełnie niewybrednego języka, takiego którego nie powstydził by się sam Charles Barkley.
 
Siedzi zgarbiony, z szeroko rozstawionymi stopami, w charakterystycznych dla siebie okularach przeciwsłonecznych i czarnej kurtce. Robi rzeczy, które nie pojawiają się na tablicy wyników. Dyskutuje, karci, strofuje i rozprasza. Kiedy na boisku jest na prawdę gorąco, gdy zawodnikowi Lakers odgwizdywany jest wątpliwy faul, Nicholson podrywa się z miejsca i niczym w swoich najlepszych filmach, odgraża się pięściami, czy jak Randle P. McMurphy, bohater „Lotu nad Kukułczym gniazdem”, w którego wcielił się Jack, pokrzykuje mając prawdziwe szaleństwo w oczach, albo przykłada ręce do swojego gardła w geście jakby opisywał wynik meczu z szerokim uśmiechem na ustach w kierunku drużyny przeciwnej.

Nicholson pokrzykuje nie tylko na sędziów, nie stroni od wymiany zdań z trenerami drużyn przeciwnych, jak i samymi zawodnikami urządzając sobie z nim pogawędki. Ze względu na swoją dogłębną wiedzę o koszykówce, sam o sobie mówi, że jest „studentem i koneserem gry”, niektórzy trenerzy cenią sobie krótkie rozmowy z nim podczas meczów. Zdarza się, że trenerzy innych drużyn, być może poirytowani niemal nieustającym gadaniem Nicholsona, które przybiera bardzo rożne formy, celowo, nie tylko spacerują wzdłuż linii bocznej boiska, przy której siedzi aktor, ale też zatrzymują się dokładnie przed jego miejscem, po to by choć na chwilę zasłonić mu widok tego, co rozgrywa się na parkiecie. A to z kolei jest gwarancją tego, że z ust aktora wysypie się grad wyzwisk, co z uśmiechem robi bardziej niż chętnie, ponadto nie omieszka przypomnieć każdemu przeszkadzającemu, o tym jak drogie są miejsca, które ten zajmuje. Nie ma ani jednego trenera w NBA, któremu udałoby się nigdy nie zostać obiektem tyrady Nicholsona.

W maju 2003 r. Nicholson popisał się na tyle impulsywną reakcją podczas Półfinałów Konferencji Zachodniej pomiędzy Lakers a Spurs, że niemal został wyrzucony z hali. Aktor wkroczył na boisko wznosząc okrzyki pod adresem sędziego, Marka Wunderlicha, który podyktował Shaquille'owi O'Neal'owi trzecie przewinienie w drugiej kwarcie.  Według sędziów gdyby wkroczył na obszar gry za swoją reakcję zostałby natychmiast ukarany usunięciem. Nicholson powiedział: „Płacę mnóstwo pieniędzy za to miejsce. To jest NBA, nie możesz mi mówić, żebym usiadł.” Następnego dnia O'Neal powiedział: „Cieszę się, że ktoś staje w mojej obronie – doceniam to, Jack.”

W roku 1980, gdy trenerem Dallas Mavericks był Dick Motta, oskarżył Nicholsona o złapanie go za krocze, prawdopodobnie żartobliwe. Nicholson odpowiedział na to, że on tylko prosił go żeby ten usiadł. Inne zdarzenie miało miejsce przy udziale Flipa Saudersa, trenera Timbervolves. Prowadził z Nicholsonem zdawkową wymianę zdań dotyczącą triumfu Lakers nad Minnesotą w sześciu meczach w pierwszej rundzie Playoffs 2003. W pewnym momencie, przy nieznacznym tylko prowadzeniu Jeziorowców, Derekowi Fisherowi został odgwizdany faul. W odpowiedzi na to Nicholson zerwał się z miejsca, krzyczał i dyskutował z sędziami tak długo aż interweniował sam Saunders, upominając go, aby usiadł. Chwilę później, Nicholson ponowie znalazł się na nogach strofując arbitrów, podczas gdy zebrany w hali tłum również podniósł się z miejsc, gwizdał i skandował. „ Mówi do mnie Flip, za chwilę woła do mnie Skip.” –  wyznaje Saunders opisując wybuchową osobowość Nicholsona, i ciągnie dalej: „Ale to genialny fan. Bardzo stara się naładować Lakers. Wspaniale jest przyglądać się ludziom, którzy mają w sobie tyle pasji do gry, ile on ma w sobie.”

„Nicholson nie jest irytujący czy rozpraszający.” – powiedział z uśmiechem Saunders przyznając jednak, że swego czasu znalazł się pod wpływem nękania kłopotliwymi pytaniami ze strony Nicholsona. „To był mój pierwszy rok ...był na mnie cięty, bo raczej nigdy nie siadałem. Mówił wtedy do mnie: »Zejdź mi z drogi, zapłaciłem za te miejsca i za wszystko inne«”. Saunders kontynuuje: „Starałem się być trochę bardziej świadomy tego, gdzie jestem, może przesunąć się bardziej, tak aby nie stawać mu na drodze zbyt często. ” Kareem Abdul-Jabbar skwitował tę sytuację następująco: „Saunders mógł sobie wtedy nie zdawać sprawy z tego, że był ustawiany przez Jacka. Jack urabiał go sobie, to na pewno. Nicholson zwyczajnie robi wszystko aby wypracować przewagę dla Lakers.”
 
Wszystkie te incydenty z udziałem Nicholsona, które bezpardonowo prezentuje wszem i wobec, gdy tylko zajdzie ku temu sposobność, mogą rodzić rozterki nad tym. ile różnych postępowań sądowych, w kraju w którym jakiekolwiek naruszenie, ograniczenie czy brak poszanowania praw jednostki jest traktowane z wielką wrażliwością, może toczyć się przeciwko gwieździe Lakers. Zapytany o to Tim Frank, rzecznik prasowy ligi NBA powiedział, że nie są mu znane jakiekolwiek skargi na zachowanie aktora aczkolwiek od lat obserwowana jest jego porywczość.

Ale Nicholson to nie tylko gniewne pokrzykiwanie, bezceremonialne strofowanie i nieskrywana irytacja. Gdy pojawia się ku temu sposobność nawiązuje i podtrzymuje bezpośredni kontakt z samymi zawodnikami, którzy wchodząc na boisko niejednokrotnie witają się z nim, czasem są to przyjacielskie sygnały i znaki na odległość takie jak salutowanie czy strzelanie do siebie, zdarza się, że jest to uścisk dłoni czy nawet „niedźwiedź”, jako że łączyły i nadal łączą go bardzo dobre relacje z wieloma z nich. Podobnie z trenerami, choć tu bywa jakby trudniej. I bywa także, że pozytywne emocje prezentuje również sędziom, choć to akurat rzadko można to zobaczyć w mediach, które już dawno wykreowały mu wizerunek niezwykle charyzmatycznego pieniacza.

Nie dalej jak miesiąc temu, Nicholson pięknym gestem okazał wielki szacunek byłemu koszykarzowi Lakers. 16 stycznia 2012 do Staples Center przybyli Mavericks w składzie z Lamarem Odomem, który 7 ostatnich lat grał w drużynie z LA, a jego przenosiny do Dallas nie były pozbawione złych emocji. Kiedy w połowie pierwszej kwarty na boisku pojawił się Odom, zgromadzony w hali tłum zaserwował mu owację na stojąco. Gromkie brawa spłynęły z pierwszego rzędu, od Nicholsona, który w geście uznania wstał, jako jeden z pierwszych.Po meczu Odom, zdejmując okulary przeciwsłoneczne i dotykając kącików oczu, powiedział: „Uważam ten tłum za moich przyjaciół. Energia, którą mi zawsze przekazywali sprawiała, że wszystko mi wychodziło. Moja interakcja z nimi, gdy Jack Nicholson zaczął klaskać (...) to było niesamowite czuć jak mnie dopingowali i na ich oczach stawałem się mężczyzną, dając im z siebie wszystko. To najwspanialsze uczucie na świecie – gdy mówimy o koszykówce”.

Wielokrotnie w mediach pojawiały się rozważania dotyczące tego, kto pośród amerykańskich gwiazd jest największym fanem Lakers, kto jest najbardziej – nie tyle prezentujący się na każdym spotkaniu a raczej zaznajomiony, zaangażowany i oddany – w całej NBA ...i kto może go ewentualnie kiedyś zastąpić. I konkluzja z tego płynąca i odpowiedz na te pytania jest jedna – Jack Nicholson, nikt inny, póki co. A jak on sam komentuje to, że określa się go największym fanem Lakers wszech czasów? Jego rzecznik w 2009 roku przekazał to światu mówiąc: „Jest tym niezwykle zaszczycony i ma wielką nadzieję, że był tak niezmiennie rozrywkowy jak rozrywkowi są Lakers”.

Oczywiście, istnieją inni fani świata sportowego w środowisku gwiazd. Jest Spike Lee i jego New York Knicks, mamy Matta Damona i Bena Afflecka i ich zamiłowanie do Boston Red Sox, trzeba wymienić Ashley Judd i koszykówkę uniwersytecką z Kentucky, Billa Murray i Chicago Cubs, wszyscy oni są dobrze znani, jako wierni fani swoich klubów. Ale w końcu żaden z nich, nawet sam Spike, nie może równać się, z zupełnie osobliwym kultem jaki Jack darzy zespół Lakers.

Nicholson to w pewnym sensie niemal podstawowy składnik domowej kompozycji zwanej Lakers w LA, tak oczywisty i niezbędny, że gdy kiedyś przestanie się pokazywać, zapewne ciemne chmury pojawią się nad Staples Center.

Więcej świeżych informacji o Los Angeles Lakers znajdziesz na naszym fanpage'u na Facebooku.

Komentarze [3]

sasuke

Ja bym chcial chociaz na jednym meczu Lakers byc, a co dopiero Jack, ktory na kazdy w Staples Center przychodzi. Realizatorzy transmisji lubią go pokazywać przynajmniej raz w każdym meczu ;)

themartaro

Ja tam kiedyś będę, bez dwóch zdań, może nie w tym roku, ale będę na pewno. I oby wtedy jeszcze przychodził, idealnie byłoby zobaczyć go w "akcji" :-)

OrgiL

Fajny tekst wiecej takich prosze panowie :) @ themartaro Ja tez taka mam nadzieje ze kiedys ich obejrze ale juz niedlugo za pare dni dokladnie 11stego pazdziernika bede mial sposobnosc obejrzec MIA vs LAC w Pekinie :)

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Lakers.pl on Facebook

Polub nasz profil:

Logowanie / Rejestracja

Zapamiętaj

REKLAMA

Konferencja Zachodnia

TeamWP%GBSeriaDW
1Warriors6715.8170.0W136-531-10
2Spurs6121.7446.0L331-1030-11
3Rockets5527.67112.0W130-1125-16
4Clippers5131.62216.0W729-1222-19
5Jazz5131.62216.0W229-1222-19
6Thunder4735.57320.0L128-1319-22
7Grizzlies4339.52424.0L224-1719-22
8Trail Blazers4141.50026.0L125-1616-25
Zobacz pełną tabelę

Ostatnie komentarze użytkowników

zawisz: Lonzo MVP SL! Kuzma MVP Final games! Dobrze zaczyna się dziać w LAL!

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 18/7/17

marekpic: byłoby super, aczkolwiek niczego nie można być pewnym jeśli chodzi o zmienność zawodników nba

Lakers pewni pozyskania Paula George'a Komentarz opublikowany: on 20/5/17

marekpic: Lonzo Ball jest dobry ale mamy przecież Russela, więc jeśli Boston weźmie Fultza, to lepszym wyborem byłby jednak Josh Jackson, Lakers nie ma obrony a Jackson idealnie pasowałby u nas jako rim protector, chyba że Boston wybiorą Jacksona, to my bierzemy Fultza, lub lakers oddadzą Russela w jakiejś wymianie, to wtedy wybór Balla jest jak najbardziej na miejscu

Kontrowersje wokół Lonzo Balla Komentarz opublikowany: on 20/5/17