Aktualności


Jamaal Wilkes członkiem Hall of Fame
2012-09-09 19:44:00 | autor: | Komentarze [0]

Tagi: hall of fame, jamaal wilkes

Jamaal Wilkes zawsze wiedział, że kiedyś nadejdzie ten dzień gdy zostanie przedstawiony jako członek Hall of Fame, koszykarskiej galerii sław imienia Jamesa Naismitha. Nie był jednak do końca pewien, czy będzie mu dane osobiście doczekać tego dnia. Ale po 27 latach od zakończenia koszykarskiej kariery w końcu został doceniony. W piątek jego marzenie się ziściło i obok 11 innych osób trafił do Galerii Sław z siedzibą w Springfield, rokrocznie honorującej najbardziej zasłużone persony w świecie koszykówki.

„Zawsze miałem nadzieję, że ten dzień nadejdzie, kiedy nadal będę na tym świecie. Chciałem móc się z tego cieszyć.” – powiedział Wilkes w czwartek, w przeddzień ceremonii.

Wilkes zakończył swoją profesjonalną karierę w roku 1985 i dopiero teraz spotyka się z uznaniem dla swoich osiągnięć podczas 12 lat rozegranych na parkietach NBA oraz czteroletniego pobytu na Uniwersytecie UCLA. W piątek Jamaal Wilkes trafił do Hall of Fame, 28 grudnia Los Angeles Lakers zastrzegą jego numer 52, a 17 stycznia UCLA uczynią to samo, prawie 40 lat po tym jak rozegrał ostatni mecz w barwach Bruins, pomagając im zdobyć po raz drugi z rzędu mistrzostwo NCAA.

  

Od lewej: Michael Cooper, Norm Nixon, Kareem Abdul-Jabbar, Mitch Kupchak, Paul Westhead, Jamaal Wilkes i Magic Johnson

„Wiedziałem, że kiedy trafię już do Hall of Fame, numer z którym grałem zostanie zastrzeżony. Choć mentalnie i emocjonalnie byłem na to przygotowany, że Lakers zawieszą moją koszulkę obok innych znamienitych graczy, których oglądałem, lub miałem przyjemność z nimi grać, to wciąż trudno mi zrozumieć, że w końcu ma się to ziścić. Tam samo trudno mi pojąć, że Bruins odznaczą mnie w ten sam sposób.” – powiedział Wilkes.

Urodzony w Kalifornii Wilkes, spędził tu swoją całą koszykarską karierę, poczynając od szkoły średniej, przez college, kończąc w końcu na grze w NBA w barwach Golden State Warriors, Los Angeles Lakers i Los Angeles Clippers. Cała ścieżka jego kariery była usłana mistrzowskimi sukcesami. Z UCLA sięgał dwa lata z rzędu po mistrzostwo NCAA, a następnie w swoim pierwszym roku gry w NBA, jako najlepszy debiutant sezonu pomógł Golden State sięgnąć po najwyższe laury. Z kolei jako Jeziorowiec dołożył do swej kolekcji kolejne trzy pierścienie, w latach 1980, 1982 i 1985.

Jednym z głównych powodów dla których minęły prawie trzy dekady, aż w końcu wielkość Wilkesa spotkała się z szerszą aprobatą, są znakomici gracze, z którymi przyszło mu grać w jednej drużynie w trakcie swojej przygody z koszykówką. Koszulki tych graczy od dawna już wiszą pod dachami hal Staples Center czy Pauley Pavilion (gdzie na co dzień występują LA Bruins), a ich nazwiska również trafiły do Hall of Fame. Mowa tu o takich graczach, jak Bill Walton, Rick Barry, Kareem Abdul-Jabbar, Magic Johnson czy James Worthy.

Wielkość Wilkes objawiała się jednak wielokrotnie w meczach o najwyższą stawkę, co kończyło się zazwyczaj zdobyciem mistrzostwa przez jego drużynę. Jego najbardziej pamiętnym występem pzostaje mecz numer 6 finałów 1980 między Lakers, a Philadelphią 76ers, gdy zdobył 37 punktów i zebrał 10 piłek, prowadząc Jeziorowców do pierwszego mistrzostwa od 12 sezonów. Nawet jednak w tym meczu Wilkes znalazł się w cieniu sławniejszego kolegi, Magica Johnsona, który rozegrał wówczas jedno z najbardziej rozpoznawalnych spotkań w swojej karierze. Pod nieobecność kontuzjowanego Kareema Abdul-Jabbara, Magic rozpoczął mecz jako środkowy i zakończył go z dorobkiem 42 punktów, 15 zbiórek i 7 asyst.

„To był prawdopodobnie najlepszy mecz w mojej karierze, a z pewnością jeden z trzech najlepszych. Myślę, że Sixers już myśleli o meczu numer 7 i zlekceważyli nas. Bez Kareema chcieliśmy grać w szybkim tempie, ale wciąż musieliśmy zbierać i wszyscy walczyć o każdą piłkę na tablicach. To był jedyny mecz, w którym kiedykolwiek grałem oddając 30 rzutów z gry.” – powiedział Wilkes o tym pamiętnym spotkaniu.

Grając w UCLA, Wilkes dorobił się przydomka „Silk” (z ang. jedwab), który zawdzięczał swojemu unikalnemu, płynnemu stylowi gry. Ale jego nieortydyksyjna technika rzutu miała z tym akurat nie wiele wspólnego. Jamaal rzucał w jeden z najbardziej pokracznych sposobów w historii NBA, ale nie przeszkodziło mu to w trafieniu 50% wszystkich rzutów na przestrzeni całej kariery. Technikę tę rozwinął jeszcze jako dziecko, gdy dorastał w Santa Barbara.

„Kiedy byłem młodszy, zazwyczaj grałem przeciwko starszym chłopakom, którzy blokowali wszystkie moje rzuty. Nauczyłem się trzymać piłkę w górze aż do ostatniej chwili. Kiedy oni wyskakiwali do bloku, czekałem do momentu aż zaczną opadać i dopiero wtedy oddawałem rzut. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że rzucam inaczej niż inni, dopóki nie trafiłem do szkoły średniej. Ale nikt nigdy nie starał się u mnie tego zmienić. Trener John Wooden myślał o tym, ale w końcu odpuścił. Mój syn kiedyś poprosił mnie, żebym nauczył go rzucać, ale powiedziałem mu: 'Nie ma mowy synu, żebym ja uczył cię jak rzucać. Sam odnajdziesz swój własny sposób rzucania'”.

Chociaż to Bill Walton został uznany MVP Final Four w latach 1972 i 1973, gra Wilkesa była nieoceniona dla zwycięstw UCLA. Kiedy Walton zdobywał 24 punkty i miał 20 zbiórek w finale 1972, Wilkes miał na koncie 23 punkty i 10 zbiórek. Kiedy rok później Walton trafił nieprawdopdobne 21 rzutów na 22 oddanych, Wilkes był jedynym graczem Bruins, który miał dwucyfrowy dorobek (16 punktów i 7 zbiórek). „Z grą obok świetnych graczy i znakomitych trenerów, oprócz wygrywania, wiąże się to, że uwaga ogółu skupia się na najbardziej błyszczących osobistościach. To przyciąga kibiców do aren i utrzymuje zainteresowanie mediów. Ale nigdy nie czułem się przeoczony. Byłem zorientowany na jak najlepszej grze dla mojej drużyny, a moją definicyją sukcesu był wysiłek zespołowy. Zawsze czułem się doceniany przez kolegów, trenerów czy kierownictwo. Mógłbym być tylko częściej zauważany już po zakończeniu kariery.”

Gry Wilkes czekał na wstąpienie do Hall of Fame, były momenty w trakcie ostatnich dwóch dekad, gdy zastanawiał się co by było, gdyby był gwiazdą swojej drużyny, albo grał w innym stanie niż Kalifornia. „Niektórzy uważają, że na wschodnim wybrzeżu nikt mnie nie znał, gdyż grałem cały czas w Kalifornii. Może gdybym grał w innym systemie lub dla innego trenera, miałbym lepsze statystyki ale też prawdopodobnie nigdy nie zdobyłbym tylu tytułów mistrzowskich.” – powiedział.

To jest coś czego Wilkes prawdopodobnie nigdy by nie zmienił, a zwłaszcza swojej relacji z trenerem Johnem Woodenem, który miał przyjemność trenować go w UCLA. Kiedy Woodena zapytano kiedyś o idealnego zawodnika, odpowiedział: „Musiałby być dobrym studentem, uprzejmym człowiekiem, graczem zespołowym, dobry defensorem i zbierającym oraz skutecznym strzelcem. Może po prostu weźmy za przykład Jamaala Wilkesa, który spełnia wszystkie te warunki.”

„Wiem, że miałem ogromne szczęście, że mogłem grać dla niego w UCLA, ale nigdy nie myślałem o naszej relacji inaczej niż o moich relacjach z innymi ludźmi. Jestem bardzo dumny z tego cytatu, ale nie spodziewałem się takich słów od niego, kiedy tam grałem. Byłem wówczas zaszczycony, ale do dziś nie rozumiem dlaczego tak powiedział. Miał do czynienia z wieloma porządnymi ludźmi i wielkimi graczami, więc nie wiem skąd wzieła się u niego ta opinia.” – powiedział Wilkes.

Fakt, że Wooden umarł przed dwoma laty, a ojciec Jamaala odszedł w roku 2005, były najtrudniejszą częścią jego wstąpienia do Galerii Sław. Wilkes zawsze miał marzenie, aby to Wooden wprowadził go do Hall of Fame.

„To dla mnie jedna z najsmutniejszych myśli, że trenera Woodena oraz mojego taty nie będzie podczas tego wieczoru. Gdyby Wooden wciąż żył, byłbym zaszczycony jego obecnością, ale ponieważ go przy nas nie ma, zostanę wprowadzony przez cztery inne osoby. Jego buty są tak duże i ciężkie do wypełnienia, że potrzebuje aż tylu ludzi, aby go zastąpić.” – powiedział Wilkes na dzień przed ceremonią.

Jamaala Wilkesa do Galeri Sław wprowadzili Bill Walton, Rick Barry, Kareem Abdul-Jabbar i Magic Johnson. W dzień w którym w końcu został doceniony po wielu latach oczekiwania, nie miał problemów z dzieleniem świateł reflektorów z czterema kolegami, którzy spotykali się z większym uznaniem od niego w trakcie swoich koszykarskich karier. „To ogromny honor i ogromna ulga. Nie jest tajemnicą, że wielu ludzi uważało, że powinienem był znaleźć się tu wcześniej. Ale jestem szczęśliwy, że doszło do tego gdy wciąż jestem przy życiu i jestem w stanie to docenić i cieszyć się z tego.” – podsumował Wilkes.

  

Od lewej: Kareem Abdul-Jabbar, Rick Barry, Magic Johnson, Bill Walton i Jamaal Wilkes

Obok Wilkesa do Galerii Sław trafili: Mel Daniels, Don Barksdale, Lidia Alexeeva, Chet Walker, Phil Knight, Reggie Miller, Don Nelson, Hank Nichols, Ralph Sampson, Katrina McClain oraz drużyna All American Red Heads, żeńśka odpowiedź na Harlem Globetrotters.

Jamaal jest już 24 osobą związaną z organizacją Lakers, która dostąpiła tego zaszczytu. Przed nim, byli to: Kareem Abdul-Jabbar, Elgin Baylor, Wilt Chamberlain, Gail Goodrich, Connie Hawkins, Magic Johnson, Clyde Lovellette, Karl Malone, Slater Martin, Bob McAdoo, George Mikan, Vern Mikkelsen, Jim Pollard, Dennis Rodman, James Worthy, Jerry West, trenerzy: Phil Jackson, John Kundla, Pat Riley i Bill Sharman, komentator Chick Hearn oraz właściciel Jerry Buss.

Więcej świeżych informacji o Los Angeles Lakers znajdziesz na naszym fanpage'u na Facebooku.

Komentarze [0]

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Lakers.pl on Facebook

Polub nasz profil:

Logowanie / Rejestracja

Zapamiętaj

REKLAMA

Konferencja Zachodnia

TeamWP%GBSeriaDW
1Warriors6715.8170.0W136-531-10
2Spurs6121.7446.0L331-1030-11
3Rockets5527.67112.0W130-1125-16
4Clippers5131.62216.0W729-1222-19
5Jazz5131.62216.0W229-1222-19
6Thunder4735.57320.0L128-1319-22
7Grizzlies4339.52424.0L224-1719-22
8Trail Blazers4141.50026.0L125-1616-25
Zobacz pełną tabelę

Ostatnie komentarze użytkowników

zawisz: Lonzo MVP SL! Kuzma MVP Final games! Dobrze zaczyna się dziać w LAL!

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 18/7/17

marekpic: byłoby super, aczkolwiek niczego nie można być pewnym jeśli chodzi o zmienność zawodników nba

Lakers pewni pozyskania Paula George'a Komentarz opublikowany: on 20/5/17

marekpic: Lonzo Ball jest dobry ale mamy przecież Russela, więc jeśli Boston weźmie Fultza, to lepszym wyborem byłby jednak Josh Jackson, Lakers nie ma obrony a Jackson idealnie pasowałby u nas jako rim protector, chyba że Boston wybiorą Jacksona, to my bierzemy Fultza, lub lakers oddadzą Russela w jakiejś wymianie, to wtedy wybór Balla jest jak najbardziej na miejscu

Kontrowersje wokół Lonzo Balla Komentarz opublikowany: on 20/5/17